Znajdź w sobie inspirację: sztuka doceniania własnych osiągnięć na co dzień.

Miejsce na Twoją reklamę. Zapraszam do kontaktu.

Wiesz, że jesteś swoją największą inspiracją?

Nie wiem jak Ty, ale ja mam wrażenie, że dużo łatwiej przychodzi nam chwalenie innych niż siebie. Kiedy koleżanka z pracy dostanie awans – cieszymy się szczerze, kupujemy prosecco i wysyłamy milion serduszek w wiadomościach. Ale kiedy my zrobimy coś fajnego? Zwykle kończy się na: „No spoko, udało się, ale to nic takiego…”. I właśnie o tym dziś pogadamy – o sztuce doceniania siebie na co dzień. Bo inspiracja nie musi przychodzić z Instagrama ani z cytatu Paulo Coelho – często siedzi tuż obok, w Tobie.

Dlaczego tak trudno nam się docenić?

Powiedzmy sobie szczerze – żyjemy w kulturze porównań. Z każdej strony atakują nas obrazki idealnych ludzi, którzy rzekomo wszystko ogarniają: karierę, związek, treningi, psa, smoothie bowl i weekendowe wypady do Toskanii. Nic dziwnego, że kiedy my w końcu znajdziemy czas, żeby zrobić pranie, nie czujemy się jak bohaterki swojego życia. A powinniśmy!

Ja też przez lata miałam z tym problem. Kiedy zrobiłam swój pierwszy większy tatuaż (na przedramieniu, a jakże!), byłam zachwycona – pół dnia latałam po domu z uśmiechem do ucha. A potem przyszła myśl: „Ej, to tylko tatuaż, inni mają całe rękawy.” No właśnie. To „tylko” to najgroźniejsze słowo w naszym słowniku. Potrafi zabić każdą radość i pewność siebie w zarodku.

Małe sukcesy też się liczą

Nie musisz zdobywać świata, żeby być z siebie dumna. Wystarczy, że pokonujesz codzienne smoki rzeczywistości. Może dziś:

  • odmówiłaś spotkania, na które nie miałaś energii – to asertywność;
  • przeszłaś 5 km spacerem, zamiast zamówić taksówkę – to konsekwencja;
  • zrobiłaś coś nowego dla siebie – to odwaga;
  • pogodziłaś się z kimś po dawnej kłótni – to dojrzałość.

Zauważ, że każda z tych rzeczy to krok w stronę lepszego samopoczucia. Nie zdobyłaś Mount Everestu? Trudno. Ale zmierzyłaś się z własnymi ograniczeniami, a to już naprawdę wielka sprawa.

Jak zacząć praktykować wdzięczność wobec siebie

Docenianie siebie to nie magia, tylko praktyka. I dobra wiadomość: można się jej nauczyć! Tak jak robienia kreski eyelinerem (czyli pewnie po setce prób, ale warto). Oto kilka sposobów, które u mnie działają:

  1. Dziennik małych zwycięstw. Każdego wieczoru zapisuję trzy rzeczy, z których jestem zadowolona. Czasem to tylko „nie przespałam budzika” – i wiesz co? Działa! Po miesiącu przestajesz skupiać się na brakach.
  2. Świętowanie po swojemu. Nie musisz czekać na wielki sukces, żeby się sobą nacieszyć. Zdałaś egzamin? Kup sobie świecę. Dotrwałaś do piątku? Zrób sobie tatuaż… (ok, może mini wersję – gwiazdkę gdzieś na kostce 😉).
  3. Mów do siebie z czułością. Serio, sposób w jaki myślimy o sobie, zmienia wszystko. Zamiast: „zawsze coś schrzanię”, powiedz: „uczę się, próbuję, rosnę”. Brzmi lepiej, prawda?

Inspiracja zaczyna się od lustra

Często szukamy inspiracji na zewnątrz – w ludziach, w sztuce, w cytatach z Pinteresta. Ale spróbuj kiedyś spojrzeć w lustro i zapytać: „A co, jeśli to właśnie ja jestem swoim ulubionym motywem?”.

Dla mnie takim momentem przełomowym był dzień, gdy zrobiłam tatuaż z hasłem „Bloom where you are planted”. Chciałam przypominać sobie, że nie muszę być kimś innym, żeby rozkwitać. Wystarczy zaakceptować siebie tam, gdzie jestem. Od tamtej pory, gdy coś mi nie idzie, patrzę na ten tatuaż i oddycham głębiej – jakby to małe słowo przełączało mi tryb z „panika” na „spokój”.

Dygresja o dawnych boginiach (i współczesnych kobietach)

W starożytności kobiety były symbolami siły, płodności, mądrości. Boginie jak Izyda czy Artemida nie czekały, aż ktoś im powie, że są wystarczające – one po prostu były. To trochę smutne, że dziś często zapominamy o tej wewnętrznej mocy. Może więc czas to odzyskać? Nie chodzi o wieniec z liści laurowych (chociaż kto wie), ale o to, by znowu uwierzyć we własną sprawczość.

Praktyczne sposoby na codzienne „wow, jestem super”

Nie zawsze mamy czas na długie rytuały wdzięczności, ale są drobne rzeczy, które pomagają na co dzień podbić własne morale:

  • Zamień porównania na inspiracje. Kiedy widzisz, że ktoś robi coś super, zapytaj siebie: „Co mnie w tym naprawdę zachwyca?” Zamiast zazdrości – ucz się, motywuj, adaptuj.
  • Oznaczaj swoje osiągnięcia… tatuażem! (Tak, wiem, brzmi przewidywalnie.) Ale serio – każdy wzór może przypominać Ci coś ważnego: moment odwagi, zmiany, nowy etap.
  • Otaczaj się „teamem wsparcia”. Ludzie, którzy Cię podnoszą, a nie podkopują wiary. Czasem jedna rozmowa z przyjaciółką działa jak najlepsza terapia.
  • Nie umniejszaj komplementów. Kiedy ktoś mówi „świetnie wyglądasz”, nie odpowiadaj „dzięki, ale nie wyspałam się” – tylko „dzięki!”, i tyle. To konkretna forma samoakceptacji.

O tym, że perfekcja to mit

Wpisz sobie gdzieś wielkimi literami: Nie muszę być idealna, żeby być z siebie dumna. Perfekcja to utopijne marzenie, które zabiera nam radość z tu i teraz. Nie chodzi o to, by być najlepszą, tylko o to, by być obecną – w swoim życiu, w swoim ciele, w swoich emocjach.

Pamiętam, jak raz próbowałam zrobić zdjęcie swojego nowego tatuażu na ramię. Po godzinie szukania dobrego światła i kąta światło zgasło, a ja zamiast zdjęcia miałam frustrację. I wtedy przypomniało mi się: hej, przecież ten tatuaż jest dla mnie, nie dla Instagrama! I to był idealny symbol tego, jak często robimy coś nie dla siebie, tylko dla innych oczu.

Kiedy doceniasz siebie, świat też to widzi

To działa trochę jak magia – im bardziej wierzysz w swoją wartość, tym łatwiej świat też zaczyna ją zauważać. Nagle szef docenia Twoje pomysły, znajomi bardziej Cię słuchają, a lustro przestaje być wrogiem. Nie dlatego, że coś się zmieniło w Tobie fizycznie, tylko w Twojej postawie.

Ludzie czują energię. Jeśli bije od Ciebie poczucie „jestem ok taka, jaka jestem”, przyciągasz podobną szczerość. I właśnie o to chodzi w sztuce doceniania siebie – o autentyczność, a nie o udawanie pewności siebie.

Po co w ogóle to wszystko?

Bo kiedy zaczynasz cenić siebie, lepiej też traktujesz innych. Łatwiej wybaczasz, mniej się porównujesz, żyjesz spokojniej. Docenianie siebie to trochę jak tatuaż – boli na początku, ale efekt zostaje na zawsze.

Podsumowując

Nie musisz robić rewolucji, żeby poczuć zmianę. Zacznij od małych rzeczy – komplementu dla siebie, chwili przerwy bez wyrzutów, świadomości, że to co robisz, ma wartość. Bo ma.

Świat już jest pełen ludzi, którzy pokazują tylko efekty końcowe. Ty możesz być kimś, kto celebruje proces. I to jest właśnie prawdziwa inspiracja.


Najczęściej zadawane pytania

Jak nauczyć się doceniać swoje osiągnięcia?
Najlepiej zacząć od małych kroków – prowadź dziennik sukcesów, mów o swoich osiągnięciach głośno i nie porównuj się do innych.
Co zrobić, jeśli czuję, że moje sukcesy są „zbyt małe”?
Nie istnieje coś takiego jak „zbyt mały sukces”. To Twoje życie, Twoje tempo – każda zmiana, choćby drobna, to postęp.
Czy tatuaż może pomóc w budowaniu pewności siebie?
Oczywiście! Dla wielu kobiet tatuaże są symbolami odwagi, siły i samoakceptacji. Mogą przypominać o tym, jak daleko już doszłaś.
Jak przestać porównywać się do innych?
Skup się na sobie i swoim rozwoju. Zamień zazdrość w inspirację – zapytaj siebie, co możesz zrobić, żeby spełniać własne marzenia, nie cudze.
Dlaczego tak trudno mówić sobie komplementy?
Bo przez lata uczono nas skromności w krzywym znaczeniu. Ale zdrowa duma to nie pycha – to samoświadomość.
Czy praktykowanie wdzięczności naprawdę działa?
Tak! Regularne zauważanie dobrych rzeczy w sobie i swoim dniu obniża stres i zwiększa poczucie własnej wartości.
Jak świętować swoje osiągnięcia, żeby nie wyglądało to „egoistycznie”?
Celebruj po swojemu – to może być kąpiel, spacer, spotkanie z przyjaciółką. Nie musisz ogłaszać tego światu, wystarczy, że poczujesz dumę w środku.
Co robić, gdy inni umniejszają moje sukcesy?
Pamiętaj, że ich opinia mówi o nich, nie o Tobie. Twoje osiągnięcia są ważne niezależnie od czyjejś reakcji.
Czy perfekcjonizm przeszkadza w docenianiu siebie?
Bardzo. Perfekcjonizm to pułapka – zawsze znajdzie powód, by uznać, że „to za mało”. Uczenie się akceptacji to najlepszy sposób, by się z niej wyrwać.
Jakie cytaty lub symbole mogą przypominać o samoakceptacji?
Nie potrzebujesz cytatu – wystarczy Twoje własne hasło, które coś dla Ciebie znaczy. Może to być tatuowany motyw lub słowo, które przypomina Ci, że jesteś wystarczająca.