Bycie singielką kiedyś miało w sobie nutkę dramatyzmu – jakby kobieta bez partnera była niekompletna, jakby brakowało jej „drugiej połówki”. Na szczęście świat trochę się zaktualizował (choć nie wszyscy o tym wiedzą), a my coraz głośniej mówimy: życie w pojedynkę też może być fantastyczne. I wcale nie chodzi o cyniczne „nie potrzebuję nikogo”, tylko o świadome wybieranie siebie, swojego rytmu, swoich marzeń. No dobra, i o wolność spania po przekątnej łóżka.
Samotność czy singielstwo – to nie to samo
Zacznijmy od najprostszej różnicy, którą świat zdaje się wciąż mylić. Samotność to stan emocjonalny – możesz ją czuć w związku. Singielstwo to po prostu styl życia – wybór, sytuacja, czasem etap, ale niekoniecznie problem do rozwiązania. Ja pamiętam, jak koleżanka zapytała mnie, czy nie czuję się „pusta” bez kogoś obok. A ja wtedy miałam w głowie tylko jedno: „pusta to jest moja lodówka, a nie serce”.
Bycie samą nie oznacza pustki. Wręcz przeciwnie – to często moment, kiedy robisz wreszcie miejsce na coś naprawdę swojego. Na hobby, na tatuaż, na spontaniczne podróże. Na ciszę, która nie krzyczy.
Skąd się bierze ta presja?
Społecznie ciągle mamy przeprogramowane myślenie: kobieta + związek = sukces. Już w dzieciństwie słyszymy bajki kończące się na „i żyli długo i szczęśliwie” – nigdy nikt nie dodał przecież „ona otworzyła studio tatuażu, kupiła motor i była szczęśliwa sama”.
Presja może przybierać różne formy: pytania od ciotek przy stole („a kiedy ślub?”), niekończące się reklamy aplikacji randkowych, albo subtelne komentarze znajomych w stylu: „Ty? Wciąż sama? Ale przecież jesteś taka fajna!”. Tak jakby bycie fajną automatycznie wymagało bycia czyjąś dziewczyną.
Mała dygresja historyczna
Dawniej singielstwo kobiet miało swoje własne etykietki – „stara panna”, „niezależna, ale pewnie trudna”, „ta z kotem”. Na szczęście dziś zaczynamy odczarowywać te stereotypy. Coraz częściej mówi się o kobietach, które nie potrzebują definiować swojej wartości przez status związku. W historii popkultury od Bridget Jones po bohaterki współczesnych seriali widać zmianę – kobieta singielka to nie już ta, której „nie wyszło”, tylko ta, która wybiera życie po swojemu.
Co daje życie w pojedynkę?
Nie będę kłamać – singielstwo potrafi być cudowne, ale wymaga też świadomości. To nie tylko brak partnera, ale też czas, kiedy możesz siebie poznać od nowa. I serio, to brzmi banalnie, ale dopiero wtedy, gdy nie musisz się z nikim dopasowywać, zaczynasz naprawdę wiedzieć, co lubisz, a co robiłaś „bo on lubił”.
- Czas tylko dla siebie – możesz mieć leniwe soboty i aktywne niedziele, nie tłumacząc się nikomu. Netflix i wino albo wyprawa na tatuaż – wszystko według twojego planu.
- Rozwój osobisty – od nauki języka po rozwijanie pasji. Ja na przykład w czasie swojej singielskiej fazy odkryłam graffiti i tatuażowe wzory japonizujące. I wciągnęło mnie totalnie.
- Lepszy kontakt ze sobą – bo cisza nie jest już czymś, przed czym uciekasz. To twój komfort.
- Otwartość na ludzi – singielki często mają więcej czasu i siły na przyjaźnie i projekty, które naprawdę coś znaczą.
Jak czerpać z tego radość bez presji?
Po pierwsze – przestań się tłumaczyć. To, że jesteś sama, nie wymaga uzasadnień, żadnych „tak wyszło” czy „nie mam szczęścia”. Nie jesteś projektem w trakcie naprawy. Po prostu żyjesz po swojemu.
Po drugie – naucz się celebrować siebie. Rób to, co sprawia ci frajdę. Dla mnie takim rytuałem stało się wytatuowanie drobiazgu po każdym przełomie w życiu. Nie symbol partnera, nie cytat o miłości, tylko coś, co oznacza moją siłę. Kiedyś był to mały piorun – niby prosty, ale dla mnie to znak: „przetrwałam burzę i świecę dalej”.
Po trzecie – otaczaj się ludźmi, którzy rozumieją twoje wybory. Jeśli słyszysz wokół tylko komentarze, że „trzeba się ogarnąć”, to najwyższy czas ogarnąć… towarzystwo, nie związek. Wspierające środowisko to paliwo do szczęśliwego życia, niezależnie od statusu relacji.
Singielka nie znaczy zamknięta na miłość
Singielstwo i otwartość na miłość nie wykluczają się. Można czuć się spełnioną samą, a jednocześnie mieć miejsce w sercu na kogoś, kto kiedyś się pojawi. Różnica jest taka, że nie szukasz tej osoby z desperacji. Nie chcesz kogoś, żeby cię „uzupełnił”, tylko dlatego, że naprawdę masz ochotę kogoś poznać. A to robi ogromną różnicę w jakości relacji.
Jak poradzić sobie z chwilami zwątpienia
Nie ma co udawać – nawet najbardziej szczęśliwa singielka miewa momenty, kiedy wieczorem z herbatą (albo winem, nie oceniajmy) patrzy na ludzi za rękę i pyta siebie: „a może to ze mną coś nie tak?”. I właśnie wtedy warto mieć plan ratunkowy:
- Zatrzymaj tę myśl – to tylko moment emocjonalnego dołka, nie diagnoza sytuacji.
- Przypomnij sobie, co masz – wolność, spokój, kontrolę nad własnym życiem.
- Sięgnij po wsparcie – pogadaj z przyjaciółką, pójdź na spacer, a nawet umów się z samą sobą na „randkę”.
- Praktykuj wdzięczność – serio, działa. Spisz wieczorem 3 rzeczy, które dziś były dobre. Czasem to może być nawet fakt, że kawa była idealna.
Zaskakujący plus: kreatywność singielki
Kiedy żyjesz sama, masz więcej przestrzeni mentalnej. Twój umysł nie jest zajęty rozgryzaniem, czemu ktoś nie odpisał albo czy „coś źle powiedziałaś”. Tę energię możesz przekierować na tworzenie. To dlatego wiele kobiet właśnie w singielskim etapie realizuje najbardziej odważne projekty – zakładają firmy, zmieniają zawody, podróżują solo i… tatuują pół ręki, bo czemu nie?
Ja swój największy tatuaż zrobiłam właśnie po rozstaniu. Nie z bólu, tylko z potrzeby wyrażenia nowego rozdziału. Był to moment, kiedy poczułam: „to ja jestem tu główną bohaterką”. I to uczucie jest bezcenne.
A co z opiniami innych?
Najtrudniejsza lekcja singielstwa to chyba to, żeby nie żyć cudzymi oczekiwaniami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto „wie lepiej”: rodzina, znajomi, sąsiedzi. Ale prawda jest taka, że to twoje życie, twoje decyzje i twoja historia. Inni będą komentować zawsze – czy jesteś singlem, czy w związku, czy właśnie lecisz do Bali z plecakiem. Więc skoro i tak będą gadać, to niech chociaż opowiadają ciekawą historię o kobiecie, która miała odwagę być sobą.
Na koniec – szczęście po swojemu
Nie potrzebujesz księcia ani filtra „związkowego celu”, żeby czuć się kompletna. Szczęście w pojedynkę ma swoje smaki, rytuały i cisze, które potrafią zaskakująco dobrze karmić duszę. Bo nie chodzi o bycie bez kogoś, tylko o bycie ze sobą – w pełni, z czułością, z dumą. I jeśli ktoś spyta: „dlaczego jesteś sama?”, możesz z uśmiechem odpowiedzieć: „bo lubię swoje towarzystwo”.
Najczęściej zadawane pytania
1. Czy bycie singielką to wybór, czy przypadek?
Bywa różnie – czasem życie samo tak się ułoży, a czasem to świadoma decyzja. Kluczowe, by nie traktować tego stanu jak „przestoju”, tylko jak wartościowy etap.
2. Jak radzić sobie z presją otoczenia?
Najlepiej z humorem i spokojem. Zmieniaj temat, żartuj, albo po prostu ogranicz kontakt z ludźmi, którzy nie rozumieją twoich wyborów.
3. Czy szczęśliwa singielka może chcieć związku?
Oczywiście! Różnica polega na tym, że nie szuka miłości z potrzeby potwierdzenia własnej wartości, tylko z ciekawości i gotowości do relacji.
4. Jak cieszyć się samotnymi wieczorami?
Zrób z nich rytuał – ulubiony serial, kąpiel, planowanie podróży, a może domowe tatuażowe szkice. Czas dla siebie może być prawdziwą przyjemnością.
5. Czy singielstwo ma jakieś minusy?
Jak wszystko – bywa czasem trudne. Ale dotyczy to raczej braku wsparcia emocjonalnego, a nie samej idei bycia samą. Z odrobiną samoświadomości i wsparciem przyjaciół, to naprawdę nie problem.
6. Jak reagować na pytania „czemu jesteś sama”?
Z humorem lub asertywnie. Możesz powiedzieć: „bo lubię”, „bo mam świetną relację z samą sobą”, albo po prostu się uśmiechnąć i zmienić temat.
7. Czy bycie singielką ułatwia rozwój osobisty?
Tak! Masz więcej czasu, przestrzeni i elastyczności, by skupić się na pasjach i celach – nikt cię nie ogranicza i nie rozprasza.
8. Jak nie ulec porównywaniu się z innymi parami?
Pamiętaj, że media społecznościowe to highlighty, nie cały obraz. Skup się na swoim rytmie i wdzięczności za to, co masz.
9. Czy warto robić coś wyjątkowego „dla siebie”?
Jak najbardziej! Tatuaż, podróż, kurs gotowania – to inwestycje w siebie i swoje szczęście. Nie potrzebujesz pretekstu ani partnera.
10. Czy singielstwo jest trwałe?
Nie musi być. Dla niektórych to etap, dla innych styl życia. Ważne, żebyś czuła się dobrze tu, gdzie jesteś – bez nacisku na „co dalej”.

