Małe rzeczy, wielkie znaczenie
Nie wiem jak Ty, ale ja mam wrażenie, że im więcej robię dla innych, tym częściej zapominam o sobie. Praca, rodzina, znajomi, zakupy, rachunki… a gdzie w tym wszystkim ta część mnie, która po prostu lubi odpocząć, popatrzeć w sufit i powiedzieć: „hej, dziś nic nie muszę”? Właśnie dlatego postanowiłam przygotować listę 10 drobnych przyjemności, które można (a wręcz trzeba!) zafundować sobie bez wyrzutów sumienia.
Nie mówimy tu o wielkich planach w rodzaju „za rok pojadę na Bali”, tylko o małych, codziennych momentach, które robią więcej dla naszej głowy niż godzinne medytacje na plaży (choć nie pogardziłabym i tym).
1. Poranna kawa bez pośpiechu
Znasz to – budzik, chaos, telefon w jednej ręce, kubek z kawą w drugiej. Zero chwili dla siebie. A przecież pierwsze 10 minut po przebudzeniu to święty czas! Dlatego proponuję rytuał: zrób sobie kawę (albo herbatę, jeśli jesteś #teamherbata), usiądź przy oknie albo na balkonie i przez moment po prostu… bądź.
Ja mam swój ulubiony kubek z tatuażem w kształcie słońca (pasuje do mojej kolekcji tuszu na skórze), i przysięgam – ta kawa smakuje z niego o 200% lepiej.
2. Mikrospa w domu
Nie trzeba od razu lecieć do ekskluzywnego spa, żeby poczuć się jak królowa. Ciepła kąpiel z solą, maseczka na twarz, świece zapachowe – to prosty przepis na relaks. Może nawet zrób sobie mały tatuaż z henny, tylko dla zabawy. Ja ostatnio namalowałam sobie mini mandalę na nadgarstku i przez weekend czułam się jakbym miała coś zupełnie nowego na skórze.
3. Spacer – bez celu
Zbyt często spacer jest tylko środkiem transportu: do sklepu, do pracy, po psa. A co, gdyby po prostu wyjść i iść, bez planu, bez zegarka? Posłuchać miasta albo lasu, złapać trochę świeżego powietrza…
Ja mam swoją „trasę terapeutyczną” przez stary park, z którego widać kawałek graffiti. I zawsze, gdy przechodzę obok, myślę o nowych pomysłach na tatuaże. Jakieś linie inspirowane naturą, może motyw liścia? Kto wie!
4. Mini zakupy tylko dla siebie
Nie mówimy o zakupowym szale. Raczej o czymś drobnym – świeczka, książka, bransoletka, nowy lakier… coś, co sprawia Ci radość, a nie wyrzuty sumienia. Dla mnie takim zakupem była ostatnio para kolczyków w kształcie małych igieł – żartobliwy ukłon w stronę tatuażowego hobby.
5. Wieczór offline
To trudniejsze niż się wydaje, ale da się! Odłóż telefon, laptopa, telewizor – choćby na godzinę. Włącz muzykę, potańcz w salonie, zapal świeczkę i po prostu odpocznij.
Kiedyś zrobiłam sobie „noc bez ekranów” i skończyło się na tym, że narysowałam swój kolejny tatuaż – minimalistyczne serce na kostce. W końcu kreatywność lubi ciszę.
6. Tatuażowe marzenie (choćby na papierze)
Nie chodzi o to, by od razu umawiać się do studia. Ale może warto narysować pomysł, o którym myślałaś od dawna? Może drobny napis, może roślinka, może symbol, który coś dla Ciebie znaczy. To nie musi być profesjonalny szkic – wystarczy, że pochodzi z serca.
Ja mam taki zeszyt pełen pomysłów na tatuaże. Niektóre nigdy nie ujrzą światła dziennego, ale sam fakt, że siedzę z herbatą i bazgrzę, działa jak medytacja.
7. Zrób coś tylko „bo tak”
Czasem trzeba po prostu zrobić coś bez sensu, dla czystej frajdy. Upiec muffinki o 23:00, namalować coś palcem na lustrze, położyć się na podłodze i patrzeć na sufit.
Ja kiedyś spontanicznie wytatuowałam sobie maleńką gwiazdkę na palcu po bardzo męczącym dniu. Symboliczny „prezent od siebie dla siebie”. Nie zawsze potrzeba okazji – czasem wystarczy chęć.
8. Rozmowa z samą sobą
Serio. Nie musisz do siebie mówić na głos (chociaż to też działa zaskakująco dobrze!). Wystarczy, że poświęcisz 10 minut dziennie, żeby zapisać, co czujesz. Czasem wyrzucenie emocji na papier to najlepsze oczyszczenie, jakie można sobie zrobić.
A potem, kiedyś, przeczytasz te notatki i pomyślisz: „Wow, ale przeszłam drogę”. I może dojdziesz do wniosku, że to materiał na tatuaż — cytat albo symbol zmiany.
9. Zrób coś kreatywnego
Malowanie, szycie, układanie kwiatów, tatuaż zmywalny na kostce, tworzenie playlisty… zamiast skrolować Insta, użyj rąk. To daje ogromną frajdę!
Mój ostatni „dzień kreatywny” skończył się na tym, że zrobiłam kolaż z magazynów o tatuażach. Trochę kiczu, trochę błysku, ale czułam się jak artystka. I to naprawdę naładowało moje baterie.
10. Po prostu odpocznij
Tak, wiem – banał. Ale odpoczynek to nie słabość. To inwestycja. Zrób sobie drzemkę w środku dnia, leż w wannie, wyłącz myślenie. Nie musisz tylko „działać”. Czasem najlepsze, co możesz dla siebie zrobić, to nic nie robić.
Ja mam tę zasadę: jeśli czuję się przeładowana – robię pauzę. Włączam chill playlistę, kładę się z kocem i oddycham. I nagle wszystko znowu wydaje się możliwe.
A może to o coś więcej chodzi?
Te wszystkie drobne przyjemności nie są tylko chwilowym „sweet treat”. To małe przypomnienia, że warto dbać o siebie każdego dnia, nie tylko wtedy, gdy jesteśmy na granicy. Bo jeśli Ty nie dasz sobie uwagi, nikt nie zrobi tego za Ciebie.
Poza tym, świat wygląda lepiej, kiedy czujesz się dobrze we własnej skórze – i z tatuażami, i bez.
Najczęściej zadawane pytania
-
Czy te „małe rzeczy” naprawdę coś zmieniają?
Tak! Drobne przyjemności regularnie wprowadzane do życia działają jak reset – pomagają złapać balans i przypomnieć sobie, że Twoje potrzeby są ważne. -
Co jeśli nie mam czasu na takie rzeczy?
Zacznij od 5 minut dziennie. Serio – nawet krótka przerwa na herbatę w ciszy może zdziałać cuda. -
Czy muszę kochać tatuaże, żeby korzystać z tych pomysłów?
Nie, choć jeśli je kochasz, zawsze możesz wpleść je w swoje rytuały. To tylko dodatkowy sposób na wyrażanie siebie. -
Ile kosztują takie małe przyjemności?
Większość – nic. Potrzebujesz głównie odrobiny czasu i chęci. -
Czy to nie egoizm, robić coś tylko dla siebie?
Wręcz przeciwnie! To zdrowy egoizm, który pozwala Ci potem dawać innym z lepszego miejsca. -
Jak często warto sobie na to pozwalać?
Jak najczęściej. Niech to będzie część Twojej codzienności, a nie luksus „od święta”. -
Co jeśli takie rzeczy już mnie nie cieszą?
Może czas spróbować czegoś nowego – zmienić rutynę, dodać więcej spontaniczności, może pogadać z przyjaciółką. Czasem potrzebujemy świeżej energii. -
Czy mogę łączyć te pomysły w jeden dzień pełen przyjemności?
Oczywiście! Sobota offline z kawą, kąpielą i spacerem to plan idealny. -
Jak wrócić do siebie po długim czasie zapominania o własnych potrzebach?
Małymi kroczkami – właśnie takimi drobnymi gestami wobec siebie. Każdy reset zaczyna się od chwili dla siebie. -
Po co to wszystko?
Bo Twoje szczęście nie wymaga wielkich powodów. Czasem wystarczy pięć minut, by poczuć, że znowu jesteś w centrum swojego życia.

