Kobiecy krąg wsparcia: jak założyć własną grupę, by wzajemnie się inspirować.

Miejsce na Twoją reklamę. Zapraszam do kontaktu.

Dlaczego kobiecy krąg to nie tylko trend z Instagrama

Pewnie widziałaś je gdzieś w sieci – uśmiechnięte dziewczyny siedzące w kręgu, otoczone świecami i kubkami ziołowej herbaty. Hasztag #kobiecysisterhood, może trochę kadzidła w tle, czasem tatuaże w stylu „crescent moon” na nadgarstkach. Z boku wygląda to jak kolejna moda z Pinteresta. Ale kiedy sama wzięłam udział w takim spotkaniu, pomyślałam: hej, to wcale nie jest ściema. Bo kobiecy krąg to coś więcej – to przestrzeń, której często nam brakuje: bez ocen, bez pośpiechu, z dużą dawką empatii i luzu.

Pomysł, żeby założyć własną grupę wsparcia, może wydawać się trochę górnolotny albo wręcz mistyczny. Ale spokojnie – nie trzeba od razu zamawiać zestawu kryształów ani znać się na astrologii (choć jeśli chcesz, proszę bardzo!). Najważniejsze, to stworzyć miejsce, w którym można się po prostu spotkać, pogadać i złapać balans między życiem, pracą a tym wszystkim, co dzieje się w naszej głowie.

Od ogniska po Zooma – krótka historia kobiecych kręgów

Nie, to nie jest nowy wynalazek z TikToka. Kobiety spotykały się w kręgach od tysięcy lat – przy ognisku, w kuchni, w łaźni czy w trakcie wspólnego szycia. Rozmawiały, wymieniały się doświadczeniami, wspierały się w macierzyństwie, życiu, sztuce i wszystkim, co wtedy było ważne. W pewnym momencie historia trochę o tym zapomniała – przyszła nowoczesność, pośpiech, social media, samotność w tłumie.

I nagle, w którymś momencie, znowu okazało się, że potrzebujemy tych rozmów. I tak powstały współczesne kobiece kręgi – czasem całkiem duchowe, a czasem po prostu zwykłe spotkania przy kawie, winie i dużej ilości szczerości.

Jak założyć własny krąg? Krok po kroku (bez spiny)

1. Zacznij od intencji

Nie musisz od razu znać manifestu swojej grupy (choć jeśli lubisz plakaty z cytatami, to droga wolna). Wystarczy, że odpowiesz sobie na pytanie: po co mi ten krąg? Czy chodzi o wsparcie emocjonalne, przestrzeń do kreatywności, rozmowy o self-care, a może o wspólne tatuażowe inspiracje? Bo szczerze – nic tak nie łączy jak rozmowa o wzorze, który symbolizuje siłę, wolność i przyjaźń.

2. Znajdź swoje kobiety

Najprościej zacząć od bliskich – przyjaciółek, znajomych, koleżanek z pracy. Ale nie bój się zaprosić też tych, które znasz tylko z Insta. Czasem właśnie tam trafiamy na bratnie dusze. Wystarczy jedno story z pytaniem: „Kto ma ochotę na mały kobiecy krąg wsparcia?” – i zobaczysz, ile osób się odezwie.

3. Wybierz miejsce

Nie potrzebujesz sali medytacyjnej z głośnikami odtwarzającymi śpiew ptaków (choć brzmi kusząco). To może być salon u kogoś w mieszkaniu, plaża, park, albo po prostu wideorozmowa na Zoomie. Ważne, żeby każda czuła się swobodnie – buty mogą zostać przy drzwiach, kubek herbaty w dłoni mile widziany.

4. Ustal zasady – ale lekkie

Nie, nie chodzi o spisywanie regulaminu. Raczej o wspólne ustalenie, że każda może mówić bez przerywania, że to, co zostaje w kręgu, nie idzie w świat, i że zero ocen. W mojej grupie mamy też zasadę: „Śmiejemy się często i głośno” – działa terapeutycznie.

5. Zadbaj o atmosferę

Świece, miękkie poduszki, dobra muzyka w tle – wiadomo. Ale czasem wystarczy ciepłe światło i poczucie bezpieczeństwa. Zresztą, magia dzieje się nie dzięki dekoracjom, tylko dzięki emocjom i energii, którą wnoszą kobiety.

6. Wprowadź rytuały (ale po swojemu)

Nie bój się słowa „rytuał”. To nie musi mieć nic wspólnego z duchowością (chyba że chcesz). Może to być wspólne rozpoczęcie spotkania krótkim oddechem, wymiana kart z cytatami, losowanie pytań z słoika albo – w moim ulubionym stylu – pokaz najnowszych tatuaży i ich historii. Mówisz o wzorze, a przy okazji o życiu – genialne połączenie!

7. Nie wszystko musi być „idealne”

Niektóre spotkania będą mega głębokie, inne – przejdą w rozmowę o tym, który krem pod oczy faktycznie działa. I to jest okej. Celem nie jest osiągnięcie nirwany, tylko budowanie więzi. A więź tworzy się wtedy, gdy jest autentycznie.

Czas, który zwraca się z nawiązką

Kiedy zaczęłam organizować swoje kręgi, zauważyłam, że wracam z nich lżejsza. Nawet jeśli wcześniej dzień był do bani, po dwóch godzinach śmiechu i rozmów – świat wydaje się prostszy. Krąg wsparcia działa trochę jak tatuaż o głębokim znaczeniu – przypomina ci kim jesteś i że nie jesteś sama. Po prostu.

Po jakimś czasie zobaczysz, że te spotkania zmieniają coś więcej: relacje, sposób myślenia, podejście do siebie. Nagle przestajesz mówić „muszę”, a zaczynasz mówić „chcę”. I to jest właśnie ta drobna, ale niesamowita zmiana, którą daje kobiecy krąg.

Kilka tipów z doświadczenia

  • Regularność działa cuda. Nawet jeśli spotykacie się raz w miesiącu – ustalcie stały termin. To daje poczucie stabilności i buduje więź.
  • Zmieniajcie role. Niech każda od czasu do czasu poprowadzi spotkanie. Raz to może być rozmowa o pewności siebie, innym razem warsztaty z haftowania albo po prostu wspólne pizzowe party.
  • Bądźcie otwarte. Jeśli ktoś ma trudny moment – dajcie przestrzeń. Jeśli ktoś chce się pochwalić nowym tatuażem – też dajcie przestrzeń. Po prostu bądźcie.
  • Nie bój się ciszy. Czasem to w milczeniu pojawia się najlepsze zrozumienie.

Małe rytuały, które działają

W mojej grupie mamy tradycję, że każde spotkanie kończymy małym „czarem wdzięczności”. Każda mówi, za co jest dziś wdzięczna – może być za coś dużego, może za drobiazg. Ostatnio jedna dziewczyna powiedziała: „Za to, że w końcu zrobiłam tatuaż, o którym marzyłam od trzech lat”. Wszystkie przybiłyśmy jej piątkę i to był taki szczery, świetny moment.

Takie drobiazgi budują magię, o której się nie mówi, ale którą się czuje. I to właśnie one sprawiają, że kobiece kręgi nie są tylko spotkaniami – stają się rytuałem bliskości.

Dlaczego warto spróbować, nawet jeśli trochę się boisz

Nie będę ściemniać – założenie własnej grupy może na początku wydawać się stresujące. Ale gdy już się odważysz, zobaczysz, jak bardzo warto. Po pierwszym spotkaniu najczęściej słyszane zdanie brzmi: „Myślę, że każda kobieta powinna mieć takie miejsce”. To trochę jak z pierwszym tatuażem – niby się boisz, ale potem chcesz więcej.

Bo kobiecy krąg to nie tylko rozmowy. To inspiracja, motywacja i solidna dawka siły od innych kobiet. Tego nie da ci żaden podcast ani książka o rozwoju osobistym. To trzeba poczuć – najlepiej z kubkiem herbaty w dłoni i śmiechem w tle.


Najczęściej zadawane pytania

Jak duży powinien być kobiecy krąg?

Najlepiej od 4 do 10 osób. Tyle, żeby każda mogła się wypowiedzieć, ale żeby nie powstał chaos rodem z rodzinnych świąt.

Czy muszę być „duchowa”, żeby prowadzić krąg?

Absolutnie nie. Możesz prowadzić spotkania bardzo przyziemnie – z pizzą, herbatą i playlistą chill. Wszystko zależy od waszego stylu.

Jak często się spotykać?

Najczęściej raz w miesiącu działa najlepiej – wystarczająco często, by czuć ciągłość, ale nie na tyle, żeby się zmęczyć organizacją.

Czy mogę założyć krąg online?

Pewnie! Zoom, Messenger, Google Meet – technologia też może wspierać sisterhood. Ważne, żeby zachować intymną atmosferę.

Jak rozmawiać na trudne tematy?

Delikatnie, z empatią. Nie trzeba doradzać – wystarczy słuchać. W kręgu chodzi właśnie o słyszenie siebie nawzajem.

Czy krąg może być tematyczny?

Oczywiście! Może dotyczyć rozwoju osobistego, sztuki, tatuaży, macierzyństwa albo po prostu codziennego życia. Liczy się wspólna energia.

Co zrobić, jeśli ktoś dominuje rozmowy?

Warto wprowadzić zasadę rundy – każda mówi po kolei. To prosty sposób, by zachować równowagę i komfort.

Jak zachować dyskrecję?

Na początku ustalcie zasadę: „to, co w kręgu, zostaje w kręgu”. To fundament zaufania i poczucia bezpieczeństwa.

Czy potrzebne są jakieś specjalne akcesoria?

Nie. Wystarczą serducho, chęci i kilka poduszek. Świece i zioła to tylko bonus.

Co zrobić, jeśli na początku nikt się nie zgłasza?

Nie zrażaj się! Czasem potrzeba chwili, żeby wieść się rozniosła. Zrób drugie podejście – często wtedy pojawią się właściwe osoby.