Bycie kobietą w 2024 roku to trochę jak prowadzenie cyrku na jednej nodze – tylko że zamiast klaunów mamy dzieci, rachunki, maile od szefa i pranie, które dziwnym trafem mnoży się samo. I w tym wszystkim – halo! – gdzieś jeszcze jesteśmy my: matki, żony, przyjaciółki, pracownice, kobiety z duszą i marzeniami. No i właśnie, jak tu znaleźć czas dla siebie, gdy doba uparcie ma tylko 24 godziny?
Życie na pełnych obrotach, czyli multitasking po polsku
Pewnie to znasz: robisz śniadanie dziecku, w tym samym czasie odpowiadasz na służbowego maila, a w głowie planujesz, jak wcisnąć zakupy między przedszkole a spotkanie z szefem. Wszystko na raz – mistrzyni logistyki, perfekcyjna żonglerka obowiązkami.
Problem w tym, że multitasking to nie supermoc, tylko krótsza droga do przemęczenia. A przemęczona kobieta to nie ta sama uśmiechnięta dusza, która tańczyła w kuchni do ulubionych piosenek (tak, kiedyś to się zdarzało!).
Kiedy „ja” znika między obowiązkami
W pewnym momencie zauważasz, że słowo „odpoczynek” brzmi jak coś z innej rzeczywistości. Twoje „chwile dla siebie” to szybki prysznic między sprzątaniem a gotowaniem. I wiesz co? To wcale nie jest normalne – a raczej nie powinno być.
Nie trzeba robić rewolucji, żeby coś zmienić. Trzeba tylko… wcisnąć pauzę. Tak, tak – nawet jeśli dzieci krzyczą, kot gryzie kablowe przewody, a małżonek właśnie nie może znaleźć skarpetek. Świat się przez te pięć minut nie zawali, obiecuję.
Dlaczego tak trudno odpuścić?
Bo mamy wdrukowane w głowę, że „dobra kobieta” to ta, która ogarnia wszystko. Tylko że ta „dobra kobieta” zwykle kończy z bólem pleców, migreną i kawą o temperaturze ciekłego azotu. Perfekcyjność to mit – a zresztą, po co do niej dążyć, skoro można po prostu żyć po swojemu?
Ja kiedyś też próbowałam być tą idealną. Serio, miałam plan działania, tabele w Excelu i harmonogramy jak NASA. Efekt? Reset po dwóch tygodniach i desperackie poszukiwanie najbliższego SPA. Od tamtej pory mam inne motto: „Lepiej mieć bałagan w domu niż w głowie.”
Pomysł na swój czas – czyli jak nie zgubić siebie
Czas dla siebie nie oznacza od razu tygodniowego urlopu (choć nie miałabym nic przeciwko 😉). Czasem wystarczy 20 minut z kubkiem herbaty, książką albo notatnikiem, w którym zapiszesz trzy rzeczy, które miło się dziś wydarzyły. To działa – serio.
1. Mikro-przyjemności w codzienności
- Kawa bez pośpiechu. Nie między zmywaniem a budzeniem dzieci. Usiądź, popatrz w okno, pomyśl o czymś miłym. 10 minut – a zmienia wszystko.
- Tatuaże i symbolika. Wiesz, dla mnie tatuaż często był właśnie tym „czasem dla siebie”. Momentem zatrzymania się, kiedy robię coś wyłącznie dla mnie. Każda linia na skórze przypomina, że moje ciało to mój dziennik, nie kalendarz cudzych spraw.
- Spacer solo. Bez podcastu, bez rozmówek w tle. Czasem warto posłuchać własnych myśli – nawet jeśli przez pierwsze pięć minut brzmią jak lista zakupów.
2. Naucz się mówić „nie”
To słowo ma magiczną moc – serio! Nie musisz być na każde wezwanie, nie musisz ratować świata ani piec ciasta na każde spotkanie w przedszkolu. Odmowa to nie egoizm – to higiena psychiczna.
Zresztą, przecież inni i tak zapomną o tym cieście, ale Ty zapamiętasz tę wolną godzinę, którą mogłaś spędzić, robiąc coś dla siebie.
3. Zorganizuj swoje rytuały
Mój ulubiony to tzw. „cichy wieczór”. Gdy wszyscy już śpią, gaszę światła, zapalam małą świeczkę i oglądam zdjęcia moich tatuaży, które przypominają różne etapy życia. Czasem coś zapiszę w zeszycie. Czasem po prostu… jestem.
Każda z nas może mieć taki rytuał – nie musi być wymyślny. Może to być kąpiel z olejkami, malowanie paznokci, medytacja, joga, haft, cokolwiek. Ważne, żebyś robiła to tylko dla siebie, bez presji i bez „muszę”.
Równowaga: czyli „święty Graal” kobiet XXI wieku
Balans między życiem rodzinnym, zawodowym i osobistym to temat rzeka. Ale prawda jest taka, że równowaga nie istnieje jako coś stałego. To raczej codzienne balansowanie między priorytetami.
Jednego dnia skupiasz się na rodzinie, innego bardziej na pracy, a czasem – o szok! – na sobie. I to jest w porządku. Bo nie jesteśmy robotami, tylko ludźmi z emocjami, pasjami i potrzebą oddechu.
Kilka moich sprawdzonych trików
- Plan, ale elastyczny. Zapisz, co naprawdę musisz zrobić, ale zostaw margines na niespodzianki (bo życie ma ich sporo).
- Zasada 3 rzeczy. Każdego dnia wybierz trzy priorytety. Reszta? Jeśli się uda – super, jeśli nie – świat się nie zawali.
- Technologia na Twoich zasadach. Wyłącz powiadomienia. Serio. Świat nie zniknie, jeśli odpiszesz na wiadomość godzinę później.
Jak w tym wszystkim pomaga tatuaż?
Dla mnie tatuaż to nie tylko ozdoba, to osobisty amulet. Kiedy jestem na tatuażowym fotelu, czuję, że robię coś tylko dla siebie. Czasem tatuuję symbole przypominające o tym, co ważne – równowaga, odpuszczanie, kobiecość bez presji perfekcji.
Znam kobiety, dla których tatuaż był pierwszym krokiem do poczucia, że mogą mieć coś „swojego” – kawałek przestrzeni, który nikt im nie zabierze. I to jest piękne.
Nie namawiam, żeby każda z nas od razu tatuowała sobie mandalę zen na nadgarstku (choć brzmi kusząco 😄). Ale warto znaleźć coś, co daje Ci poczucie, że jesteś „tylko sobą” – nie matką, nie żoną, nie pracownicą. Sobą. Nawet jeśli to tylko 10 minut z tuszem, kawą i ciszą.
Kiedy naprawdę nie ma czasu – co wtedy?
Są takie dni, kiedy każde pięć minut brzmi jak luksus. I to jest w porządku. Nie zawsze się uda, nie zawsze znajdziesz przestrzeń. Ale zamiast obwiniać się, warto po prostu zauważyć to i dać sobie odrobinę luzu. Jutro też jest dzień.
I pamiętaj – nikt nie przyzna Ci orderu za to, że ogarnęłaś cały świat. Ale Twoje ciało i psychika na pewno podziękują Ci za to, że choć na chwilę odpuściłaś.
Podsumowując – znajdź swoje „5 minut świętego spokoju”
Nie potrzebujesz luksusowego SPA, żeby poczuć się dobrze. Czasem wystarczy świadomość, że masz prawo do odpoczynku. I że nikt, absolutnie nikt, nie zrobi za Ciebie tej przerwy. To nie egoizm – to troska o siebie.
Matka, żona, pracownica – wszystkie te role są ważne, ale żadna z nich nie może istnieć bez tej czwartej: kobiety, która potrafi być sobą. I tego właśnie Ci życzę – żebyś częściej spotykała samą siebie w codziennym chaosie. Z kubkiem herbaty, ze spokojnym oddechem, z myślą: „kurczę, dobrze być mną.”
Najczęściej zadawane pytania
- Jak znaleźć czas dla siebie przy małym dziecku?
Nie celuj od razu w godzinę – zacznij od 10 minut dziennie tylko dla siebie. Liczy się regularność, nie długość.
- Czy robienie czegoś tylko dla siebie to egoizm?
Nie! To inwestycja w Twoje zdrowie psychiczne. Szczęśliwa kobieta to szczęśliwa rodzina.
- Jak wytłumaczyć bliskim, że potrzebuję chwili spokoju?
Powiedz wprost – nie z wyrzutem, ale z czułością. Często inni po prostu nie wiedzą, że tego potrzebujesz.
- Co jeśli czuję się winna, że odpoczywam?
Poczucie winy to sygnał, że przez lata uczono Cię stawiać innych na pierwszym miejscu. Odpoczynek to prawo, nie luksus.
- Jakie małe rytuały pomagają się zatrzymać?
Poranna kawa, wieczorna kąpiel, zapisywanie wdzięczności, mały tatuaż o symbolicznym znaczeniu – co tylko sprawia, że jesteś bliżej siebie.
- Czy tatuaż może być formą dbania o siebie?
Tak! To sposób na wyrażenie siebie, zatrzymanie ważnego momentu lub symboliczny prezent dla samej siebie.
- Jak przestać porównywać się do innych kobiet?
Wyłącz Instagram na chwilę i skup się na tym, co realne. Każda z nas ma inną historię i tempo – to nie wyścig.
- Jak połączyć pracę z macierzyństwem bez utraty siebie?
Nie staraj się być idealna. Szukaj balansu każdego dnia na nowo. Nie musisz mieć wszystkiego pod kontrolą.
- Jak odpuścić poczucie, że „powinnam więcej”?
Pytaj siebie: „Czy naprawdę muszę?” i przypominaj, że nie wszystko zależy od Ciebie. Czasem mniej to naprawdę więcej.
- Czy małe zmiany naprawdę coś dają?
Zdecydowanie! Nawet drobne chwile spokoju potrafią zmienić sposób, w jaki przeżywasz dzień. Od nich zaczyna się większa równowaga.

