Od „nie mam czasu” do „zamykam oczy” – czyli mój romans z medytacją
Pamiętam pierwszą próbę medytacji jak dziś. Siedziałam w łóżku, dokoła aromat świeczki o nazwie „spokój duszy” (ironio losu), a w głowie lista zakupów, rachunki i pytanie: „czy zalałam już owsiankę?”. Znacie to uczucie? Bo ja wtedy uznałam, że medytacja to zło wcielone – nuda, cisza i zero efektów. Ale z czasem odkryłam, że to nie o brak myśli chodzi, tylko o… zaakceptowanie całego ich chaosu. Dziś bez kilku minut z zamkniętymi oczami czuję się jak telefon z 5% baterii.
Co to w ogóle jest ta medytacja (i czy trzeba siedzieć po turecku)?
Najprościej mówiąc, medytacja to trening uważności. Nie, nie musisz być buddyjskim mnichem ani siedzieć na szczycie góry. Wystarczy, że jesteś tu – z oddechem, z chwilą, z tym dźwiękiem kapiącej kawy z ekspresu. Chodzi o to, żeby nauczyć się być obecnym. Brzmi banalnie, ale w epoce scrollowania wszystkiego – to jak wspinaczka na Mount Everest uważności.
Nie ma jednej „poprawnej” medytacji. Możesz siedzieć, leżeć, spacerować albo – jeśli to Twój klimat – wpatrywać się w błyszczące liście monstera przy dźwiękach deszczu. Chodzi o to, żeby wejść w stan świadomego bycia. Nie uciekasz od myśli, tylko uczysz się z nimi żyć trochę łagodniej.
Skąd się to wzięło i dlaczego teraz tak o tym głośno?
Chociaż medytacja ma korzenie w tradycjach Wschodu (buddyzm, hinduizm, taoizm), dziś kojarzy się raczej z aplikacjami w telefonie i kubkiem matchy w dłoni. Z jednej strony to trochę zabawne, że coś tak starego przeżywa swoje „insta-odrodzenie”, ale z drugiej – może właśnie tego potrzebujemy? Kawa z mlekiem owsianym, a w zestawie… pięć minut spokoju.
Kiedyś medytacja była drogą duchową. Dziś dla wielu jest sposobem na nie zwariowanie. I wiesz co? To też jest w porządku.
Jak zacząć medytować – krok po kroku bez napinki
1. Zatrzymaj się (dosłownie)
Zanim odpalisz aplikację, zapal świeczkę i puścisz szum oceanu – po prostu usiądź. Możesz zamknąć oczy albo patrzeć w jeden punkt. Zacznij od minuty. Serio – sześćdziesięciu sekund. To wystarczy, żeby zauważyć, jak bardzo Twój mózg kocha biegać po wszystkich zakamarkach wszechświata.
2. Oddychaj jak człowiek, nie jak robot
Weź głęboki wdech i wydech. Potem drugi. Zauważ, jak powietrze wchodzi i wychodzi z ciała. I tyle. Nie kontroluj tego, po prostu obserwuj. Kiedy zauważysz, że uciekłaś myślami do listy zadań – gratulacje! Właśnie medytujesz. Kluczem jest zauważyć moment, w którym odpłyniesz i wrócić do tu i teraz.
3. Zrób z tego rytuał
Najlepiej działa, jeśli znajdziesz swój codzienny moment. Może rano przed kawą, może wieczorem, kiedy dom już cichnie. U mnie to zwykle chwila po prysznicu – włosy jeszcze w ręczniku, ja na kanapie, zero filtrów i jedna myśl: „oddycham”.
4. Nie oczekuj fajerwerków
To nie jest magiczny przycisk „spokój”. Nie poczujesz nagle, że unosisz się nad ziemią. Ale po kilku dniach, tygodniach – zauważysz różnicę. Mniej złości, lepszy sen, większy dystans do dram w biurze. I to wystarczy. Czasem spokój to po prostu mniej przewracania oczami.
5. Daj sobie prawo do bycia przeciętną w medytacji
Tak, przeczytałaś dobrze. Nie musisz być w tym dobra. To nie joga, nie trzeba „zrobić postępu”. Dni chaosu też są częścią procesu. Ważne, że próbujesz. Każdy powrót do oddechu to małe zwycięstwo.
Rodzaje medytacji – coś dla każdej z nas
Kiedy już się wkręcisz (a wkręcisz się, prędzej czy później), możesz spróbować różnych form:
- Medytacja z oddechem – klasyk. Skupiasz się tylko na oddechu. Idealna dla początkujących.
- Medytacja z mantrą – powtarzasz słowo lub frazę, by uspokoić umysł. Bonus: działa nawet, jeśli Twoja mantra to zwykłe „będzie dobrze”.
- Medytacja prowadzona – ktoś Cię prowadzi głosem (np. z aplikacji). Super dla tych, którym „milczenie” wydaje się lekko przerażające.
- Medytacja w ruchu – np. joga, spacer, taniec.Świetna dla tych, którym trudno wysiedzieć.
- Medytacja wdzięczności – skupiasz się na tym, za co jesteś wdzięczna. Efekt uboczny: uśmiech bez powodu.
Czy to naprawdę działa? – moja historia vs. nauka
Powiem szczerze: ja też byłam sceptyczna. „Że niby siedzenie nic nie robiąc ma mi pomóc?” – powtarzałam z przekąsem, popijając trzecią kawę. Ale potem zauważyłam, że po kilku tygodniach moja reakcja na stres przestała przypominać eksplozję wulkanu. Zanim odpisałam na maila z „trudnym tonem”, brałam dwa oddechy. To nowość. I magia? Nie – po prostu neurobiologia.
Naukowcy potwierdzają: regularna medytacja może obniżyć poziom kortyzolu (hormonu stresu), poprawić koncentrację i sen, a nawet wzmocnić odporność. Nie trzeba w to ślepo wierzyć – wystarczy spróbować. Twój mózg po prostu lubi, kiedy dajesz mu chwilę spokoju.
„Ale ja nie mam czasu…”
Nie masz czasu, bo ciągle próbujesz wszystko nadążyć. I to właśnie powód, by znaleźć te pięć minut. Medytacja to nie kolejny punkt w kalendarzu – to przerwa między punktami. Jak oddech między zdaniami w Twoim życiu. Bez niego cały tekst traci sens.
Małe triki, które ułatwią Ci start
- Zacznij od krótkich sesji – 3–5 minut dziennie w zupełności wystarczy.
- Ustaw przypomnienie – niech telefon zrobi coś pożytecznego.
- Nie oceniaj – każda medytacja jest inna. Czasem spokój, czasem bezsenna burza myśli. I to jest okej.
- Znajdź klimat – pachnąca świeczka, cicha muzyka, albo cisza absolutna – wybierz, co Ci pasuje.
- Nie oczekuj efektu natychmiast – jak każda forma treningu, to proces. Daj sobie czas.
Kiedy medytacja staje się czymś więcej
Z czasem odkryjesz, że to nie jest tylko kilka minut w ciszy. To sposób myślenia, oddychania, bycia w relacjach. Ja po roku praktyki zauważyłam, że nawet tatuażysta, który kiedyś mnie irytował swoim „no, chwila, zaraz”, dziś wydaje mi się po prostu… spokojny. Bo może to nie ludzie się zmienili – tylko ja zaczęłam widzieć ich z miejsca spokoju, a nie pośpiechu.
Medytacja to nie ucieczka od rzeczywistości, tylko nauka, jak w niej być – z pełnym sercem i lekkim oddechem.
Więc czy naprawdę działa?
Tak. Ale tylko wtedy, gdy robisz to regularnie i z otwartością. Medytacja nie jest magicznym lekiem na wszystko – raczej cichym wsparciem, które pomaga przeżyć dzień w trochę lepszym nastroju. To jak dobry tatuaż: nie zmienia Twojego życia w jeden dzień, ale przypomina Ci codziennie, kim naprawdę jesteś.
Podsumowanie na spokojnie
Nie musisz wierzyć na słowo – spróbuj. Usiądź, zamknij oczy, weź oddech. Nie szukaj efektów, nie oczekuj fajerwerków. Może dziś po prostu nauczysz się być chwilę z sobą bez oceniania. I to już wystarczająco duży krok.
Najczęściej zadawane pytania
- Czy medytacja naprawdę działa na stres?
Tak! Regularna medytacja może obniżyć poziom stresu, poprawić koncentrację i zwiększyć poczucie spokoju. - Ile czasu powinnam poświęcać na medytację dziennie?
Zacznij od 3–5 minut dziennie. Z czasem sama poczujesz, czy chcesz więcej. - Czy muszę siedzieć po turecku?
Nie! Możesz siedzieć na krześle, leżeć, spacerować – najważniejsze, żeby było Ci wygodnie. - Co, jeśli ciągle odpływam myślami?
To normalne. Zauważ ten moment i wróć do oddechu. Właśnie to jest medytacja. - Czy potrzebuję specjalnego miejsca do medytacji?
Nie, ale warto stworzyć kącik, w którym czujesz się dobrze – może być to Twoja ulubiona poduszka czy róg kanapy. - Czy medytacja ma jakieś skutki uboczne?
Poza poprawą nastroju i spokojem? Raczej nie! Ale jeśli masz poważne problemy emocjonalne, warto skonsultować się z terapeutą. - Czy można medytować z aplikacją?
Oczywiście! Aplikacje mogą bardzo ułatwić start – szczególnie medytacje prowadzone. - Kiedy najlepiej medytować?
Rano dla energii albo wieczorem dla spokoju – wybierz moment, który pasuje do Twojego rytmu dnia. - Czy muszę medytować codziennie?
Nie musisz, ale regularność daje najlepsze efekty. Nawet trzy dni w tygodniu to dobry start. - Jak wiem, że „mi wychodzi”?
Kiedy przestaniesz to sprawdzać. Medytacja to odczuwanie, nie wynik – jeśli czujesz więcej spokoju, to działa.

