Bycie mamą z tatuażem to trochę jak bycie superbohaterką w kolorowej pelerynie – tylko że zamiast maski masz rękaw pełen kwiatów, cytat z ukochanego filmu albo małego smoka, którego narysował ci znajomy artysta. I o ile tatuaże już dawno przestały być czymś „szokującym”, to jednak nadal potrafią wywołać całą gamę reakcji: od szczerych zachwytów po… dobrze znane cmoknięcie starszej pani w kolejce do piekarni.
„A nie żałujesz?” – czyli klasyka gatunku
To pytanie słyszałam chyba tyle razy, ile razy moje dziecko zapytało mnie: „mamo, a mogę loda?”. No dobra, może trochę rzadziej, ale wciąż za często. Ludzie mają dziwną potrzebę komentowania cudzych wyborów, zwłaszcza gdy dotyczą wyglądu – a już szczególnie, gdy w grę wchodzi rola mamy. Bo przecież mamy powinny być stateczne, pastelowe, przewidywalne i pachnieć wanilią, prawda?
Tymczasem ja pachnę raczej kawą o szóstej rano, tuszem do rzęs na ostatnim oddechu i odrobiną farby do tatuażu spod koszulki. I wiesz co? Czuję się z tym świetnie.
Jak reagować na komentarze?
1. Z uśmiechem i dystansem
Nie warto spalać się emocjonalnie na każdy komentarz. W końcu większość ludzi po prostu nie rozumie, że tatuaż to nie bunt, a ekspresja – trochę jak wybór ulubionego zapachu czy muzyki. Na moje „a nie boisz się, że ci się znudzi?” często odpowiadam: „jak się znudzi, to dorobię kolejny, który go przykryje – nie ma dramatu”. Śmiech działa lepiej niż najdłuższe tłumaczenia.
2. Edukacyjnie, ale bez kazania
Czasem finał rozmowy zależy od tonu. Gdy ktoś pyta z autentyczną ciekawością, warto wykorzystać okazję i wyjaśnić, że tatuaż to nie „fanaberia”, tylko osobista opowieść. Wtedy zamiast się złościć, można po prostu podzielić się historią – o tym, dlaczego dany wzór coś znaczy. Ludzie lubią historie, szczególnie te prawdziwe.
3. Ignoruj, jeśli trzeba
Są komentarze, które nawet nie zasługują na odpowiedź. Serio. Kiedy pewnego razu usłyszałam na placu zabaw: „ojej, a co twoje dziecko pomyśli, gdy dorośnie?”, po prostu wzruszyłam ramionami i zajęłam się robieniem babek z piasku. Bo moje dziecko już wie, że jego mama jest dokładnie taka, jaka chce być.
Uczmy tolerancji od małego
Dzieci chłoną świat jak gąbki. Widzą, słyszą, naśladują. Jeśli więc chcemy, by rosły z otwartymi głowami i sercami, uczmy je tolerancji nie z prezentacji multimedialnej, tylko przez codzienność. W moim domu rozmowy o różnorodności zaczynają się między porannym kakao a szukaniem drugiej skarpetki. Bo dziecko nie zada pytania o tatuaż, jeśli widzi, że jest to po prostu część normalności.
Małe rozmowy, duży efekt
Kiedy moja córka miała trzy lata, zapytała: „mamo, czemu masz na ręce ptaszka?”. Odpowiedziałam jej, że ten ptaszek przypomina mi o wolności i o tym, że warto mieć odwagę latać po swojemu. Nie musiałam mówić nic więcej – w jej oczach to była po prostu fajna opowieść, a nie coś kontrowersyjnego. I o to chodzi.
Pokazuj różnorodność
Warto zabierać dzieci w miejsca, gdzie mogą zobaczyć ludzi różnych kultur, stylów, kolorów skóry i… tak, różnych tatuaży. Bo jeśli maluch od początku widzi, że świat nie jest czarno-biały, to potem mniej go zdziwi, że ktoś ma zielone włosy, kolczyk w nosie albo pełen rękaw w tatuażach.
Dygresja na temat dawnych czasów
Jeszcze dwadzieścia lat temu tatuaż na kobiecie był czymś, co wzbudzało sensację. Kojarzono go z buntem, środowiskiem artystycznym albo – o zgrozo – „niegrzeczną dziewczyną”. Dzisiaj? Tatuaże mają nauczycielki, lekarki, programistki i mamy z trójką dzieci. Bo kobieta z tatuażem to po prostu kobieta, która zna siebie i nie boi się tego pokazać. A wiesz co jest najlepsze? Że każda z nas dokłada cegiełkę do tego, żeby tatuaż przestał być oceniany przez pryzmat stereotypów.
Dlaczego to takie ważne?
Bo dzieci uczą się przez obserwację. Widząc, że ich mama potrafi być dumna z tego, kim jest – niezależnie od opinii innych – też rosną pewniejsze siebie. Nie chodzi o to, żeby zachęcać pięciolatka do zrobienia tatuażu (choć moja córka planuje „motylka na policzku z brokatem”, i trudno jej odmówić artystycznych zapędów), ale o pokazanie, że różnorodność jest czymś fajnym, normalnym i pięknym.
Więcej niż atrament
Tatuaże to przecież nie tylko obrazki. To wspomnienia, symbole, marzenia, a czasem po prostu estetyka, która daje radość. Kiedy dziecko widzi, że jego mama nie wstydzi się swojego ciała, to jest pierwszy krok do tego, by ono też potrafiło siebie akceptować. Nie potrzebujemy wykładów o samoakceptacji – wystarczy autentyczność.
Gdy szkoła, babcia i sąsiedzi mają coś do powiedzenia
Czasem zderzamy się z sytuacjami, w których cudze opinie potrafią zaboleć. Na przykład gdy pani w przedszkolu pyta: „czy ten tatuaż to zmywalny?” albo babcia stwierdza, że „szkoda takiej ładnej skóry”. Wtedy warto spokojnie powiedzieć, że tatuaż to po prostu część ciebie – i że nie musi się wszystkim podobać. Dzieci uczą się wtedy, że różnica opinii to nie koniec świata.
Z sąsiadami bywa różnie – jeden się zachwyci, drugi uniesie brew. Pewnego razu sąsiadka z parteru powiedziała mi: „ooo, pani to taka odważna, z tym smokiem!”. A ja się tylko uśmiechnęłam i odparłam: „wie pani co? Smok dodaje odwagi w poniedziałki”. Od tego czasu co tydzień miło mnie pozdrawia. Magia? Nie – po prostu szczerość i poczucie humoru.
Jak budować pewność siebie mimo krytyki?
- Znajdź swoją „tatuażową” społeczność. W mediach społecznościowych jest mnóstwo grup dla kobiet, które dzielą pasję do tuszu. Wsparcie innych mam, które wiedzą, jak to jest, działa cuda.
- Rozmawiaj z dzieckiem otwarcie. Tłumacz, że każdy człowiek wybiera, jak chce wyglądać – a najważniejsze, żeby być dobrym i szczerym człowiekiem.
- Nie ukrywaj siebie. Nie zakrywaj tatuażu tylko po to, żeby „komuś nie przeszkadzał”. Twoje ciało to twoja historia, a każda z nas ma pełne prawo ją nosić.
- Śmiech ratuje wszystko. Bo choć czasem komentarze potrafią zirytować, to lekkość bycia naprawdę rozbraja nawet najbardziej zrzędliwych rozmówców.
Na koniec – o dumie, nie buncie
Mama z tatuażem to nie rebelia przeciwko światu. To symbol tego, że można być sobą – kolorową, niedoskonałą, ale autentyczną. Nie musimy się mieścić w żadnym szufladkowym modelu. Mamy prawo wyglądać inaczej, czuć inaczej, wychowywać dzieci po swojemu i uczyć je, że bycie sobą to największa wartość, jaką można wynieść z domu.
Najczęściej zadawane pytania
- Czy inni rodzice naprawdę komentują tatuaże?
Tak, często – choć coraz mniej. Większość z ciekawości, nie złośliwie. Ale warto mieć przygotowaną odpowiedź z dystansem i humorem. - Jak tłumaczyć dziecku, czym jest tatuaż?
Najlepiej prostymi słowami – że to obrazek na ciele, który coś dla ciebie znaczy, albo po prostu ci się podoba. Bez zbędnej filozofii. - Czy tatuaż przeszkadza w byciu „dobrą mamą”?
Oczywiście, że nie! Tatuaż nie wpływa na miłość, troskę, cierpliwość czy poczucie humoru. A te są znacznie ważniejsze. - Co odpowiedzieć na komentarz typu „szkoda skóry”?
Uśmiechnąć się. Najlepiej powiedzieć coś w stylu: „ale to moja skóra, więc mogę ją trochę upiększyć po swojemu”. - Czy tatuaże uczą dziecko odwagi?
W pewnym sensie tak – uczą, że można być sobą i mieć odwagę pokazywać to światu. - Jak reagować, gdy ktoś krytykuje przy dziecku?
Spokojnie. To świetna okazja, by pokazać, że różnica zdań nie oznacza kłótni. Dziecko wtedy uczy się, jak reagować z klasą. - Czy warto zakrywać tatuaże w szkole czy przedszkolu?
Nie ma powodu. Chyba że sytuacja tego wymaga (np. przedstawienie kostiumowe). W przeciwnym razie – niech ludzie widzą prawdziwą ciebie. - Jak reaguje babcia na twoje tatuaże?
Na początku z niedowierzaniem, teraz już tylko pyta: „a ten kwiatek to prawdziwy czy nowy?”. Da się nauczyć akceptacji, słowo! - Czy tatuaż może być pretekstem do rozmowy o różnicach między ludźmi?
Jak najbardziej. To doskonały punkt wyjścia do rozmów o tym, że różni ludzie robią różne rzeczy i każdy ma prawo do wyboru. - Co jeśli boję się, że moje dziecko będzie oceniane przez mój wygląd?
Zaufaj – dzieci są znacznie mądrzejsze niż myślimy. Gdy widzą pewną siebie mamę, nie mają kompleksów. To ty tworzysz ich punkt odniesienia.

